Tymczasem piątka lwiątek bawiła się w najlepsze na ròwninach nie zaprzątając sobie głowy ostrzeżeniami ich matek. Trudno im się dziwić. Przecież to tylko dzieci, kto chciałby zrobić krzywdę niewinnym, małym kociakom?
Ktoś napewno, dlatego za maluchami wysłano zwiadowcę aby miał oko na lwiątka, zwłaszcza na kròlewskie rodzeństwo. Niestety, jak to w dzisiejszych czasach bywa, owy zwiadowca, lew o imieniu Ray, nie był zbytnio zainteresowany co porabiają jego podopieczni.
-„Tylko nie odchodźcie za daleko!”-nakazał im zanim położył się wygodnie w nikłym cieniu powykręcanej akacji i poszedł spać.
Klasycznie.
-Hej, bawimy się w berka?-zaproponował Miyale szczerząc białe ząbki w dziecięcym uśmiechu.
-Ja to bym się posiłowała!- oznajmiła Shane i spojrzała na resztę przyjaciòł. Kira i Jamali nie wydawały się być zainteresowane przepychanką.
-A ja nie!-zaprotestował czarny kociak i wystawił siostrze język.
-Bo jak zwykle przegrasz!-zakpiła Shane, chcąc sprowokować brata.
Udało się.
Miyale zjeżył się i skończył na siostrę. Shane uskoczyła w bok, by po chwili obròcić się na pięcie i kopnąć brata w bok. Czarne lwiątko wpadło na Askariego i obydwoje runęli na ziemię.
-Ajć...Miyale, Shane przestańcie...-syknął brązowy samczyk i ostentacyjnie zaczął poprawiać niewielką grzywkę.
-To jej wina!-warknął czarny kociak, po czym okręcił się na pięcie i wskoczył na niewielką skałę, wystającą ponad suchą trawę sawanny. Stanął z dumnie wypiętą piersią i zmarszczył lekko brwi. Mina ta, zapewne miała wyrażać powagę i budzić szacunek.
Zapewne.
-Wyglądasz, jak pajac...-mruknęła pod nosem Jamali.
-Dokładnie...-zawtórowała jej Kira. Shane spojrzała na nie spode łba.
-Poczekaj...ta poza jest nie dość dumna, jak na przyszłego przywódcę Lwiej Gwardii!-zauważyła karmelowa lwiczka i w skupieniu zmarszczyła nosek.-Może...lewa łapa nieco do przodu...
-Prawa powieka lekko przymknięta!-podchwycił Askari z lekkim uśmiechem.
-Uszy połóż po sobie!-stwierdziła Kira, obchodząc kamień dookoła.
-Odrobinę odsłoń zęby!-podsunęła Shane, opierając przednie łapki o kamień, na którym stał jej brat.
-Ogon podkul lekko pod siebie!
-A, i zmarszcz odrobinkę lewą brew!
Miyale starał się, jak najdokładniej wypełniać polecenia przyjaciół, wyglądając przy tym coraz bardziej idiotycznie.
-Wyglądasz, jak pajac-skwitowała Jamali próbując powstrzymać chichot. Po chwili Shane, Askari i Kira również nie wytrzymali i parsknęli głośnym śmiechem. Miyale poczuł ukłucie smutku.
-Ej, to nie jest śmieszne!-zawarczał, zeskoczył z kamienia i podszedł do śmiejącej się Shane.
-Ależ jest, jest braciszku!-zachichotała lwiczka.-Wyglądałeś, jak troll, którego poproszono o zbudowanie szałasu!
To powiedziawszy karmelowa samiczka wykrzywiła się w komicznym grymasie, tak idiotycznym, że nawet Miyale nie mógł powstrzymać śmiechu.
***
Fenrir po spotkaniu z władcami pozostałych krain czuł się psychicznie wyczerpany. Nie był w stanie dłużej zajmować się tą sprawą, mimo, że nie dotyczyła go ona tak bezpośrednio, jak Kijaniego. Póki co władca Stada Jadeitu pozostał w swojej jaskini zbierając myśli i dreptając tam i z powrotem. Jego matka, Raisa, była u niego już kilka razy, ale jej syn nie chciał nikogo widzieć. Biały szaman znał swego króla na tyle, aby wiedzieć, że ten stan nie przejdzie szybko. Wszystkich ich przytłaczała obecna sytuacja.
Kiedy Fenrir dostał wiadomość od Najwyższego Szamana początkowo nie chciał uwierzyć w to wszystko. Wszystkim wydawało się , że pokonali Amira, zsyłając go spętanego najsolidniejszymi łańcuchami, do najsroższego więzienia w całym Lwim Królestwie.
Tymczasem dawny książę nawet zza krat swojej celi wzbudzał w ich sercach lęk.
Fenrisulf westchnął głęboko zeskakując ze swojej akacji i kierując w stronę wyjścia z ciernistego lasu. Musiał pozbierać myśli, uspokoić bijące szaleńczo serce. Kiedy tylko opuścił kolczasty gąszcz puścił się pędem po spękanej równinie w sobie tylko znanym kierunku.
Potrzebował czasu.
***
Kijani tymczasem, zgodnie z domysłami Fenrisulfa, odchodził od zmysłów w swojej jaskini. Wyrzucał stąd każdego kto chciał zakłócić jego spokój, nawet własną matkę. Stara lwica już kilkakrotnie u niego była, starając się go uspokoić i pocieszyć.
Niestety w obecnej sytuacji król nie widział niczego pozytywnego.
W końcu po kilku godzinach chodzenia tam i z powrotem zaryczał wściekle i pobiegł w kierunku kamienia, na którym szamani od lat malowali potomków królewskiego rodu. Wpadł do groty, jak oparzony i zaczął szukać odnogi, która odpowiadała jego dzieciom. Znalazł.
Trzy malunki.
Oczy zwęziły mi się z gniewu.
Trzy malunki.
Serce zadrżało mu z przerażenia.
Trzy malunki.
Jeden wyraźny, jeden wyblakły, jeden przekreślony.
***
Pewnie śmiech kociaków trwałaby w nieskończoność gdyby nie przerwał go głośny szmer w krzakach nieopodal. Lwiątka zamarły i spojrzały w stronę suchych, pożółkłych zarośli.
-Co to?-zapytała Shane i przekręciła głowę nadsłuchując odgłosów.
-Chyba mysz...albo góralek...-stwierdziła Jamali, węsząc przy ziemi. Po chwili przyparła brzuchem do podłoża i zaczęła skradać się powoli w kierunku źródła dźwięku. Wyglądała przy tym, jak prawdziwa łowczyni.
Łapa za łapą. Krok za krokiem.
Krzaki za trzęsły się gwałtowniej.
Jamali wstrzymała lekko oddech. Wystawiła ostre, różowe pazurki i przygotowała się do skoku.
I w tym momencie zza zarośli wypadła niewielka mysz. Jamali skoczyła na zwierzątko i po kilku skokach przygniotła je łapami do ziemi. Niestety nie obliczyła dobrze odległości i mysz w ostatniej chwili wymknęła się jej i pognała przez wysoką trawę. Złota lwiczka rzuciła się za nią w pogoń.
-Jamali, czekaj!-krzyknął Askari i popędził za koleżanką.-Stój! Tam jest wąwóz!
Niestety, był zbyt daleko aby go usłyszała. Spokój i senną ciszę sawanny przerwał głośny krzyk.
A po chwili obrzydliwy trzask.
-Jamali! Nic ci nie jest?!-zawołała Kira.-Jamali, odpowiedz!
-To nie jest śmieszne!-zakrzyknął Askari , a gdy brakło odpowiedzi, królewskie rodzeństwo rzuciło się do krawędzi wąwozu.
Oczy Miyale rozszerzyły się z przerażenia kiedy ujrzał pod łapami najeżone ostrymi skałami podłoże rozpadliny i ciało Jamali, leżące nieruchomo w dole. Czarny samczyk poczuł, jak siostra przysuwa się do niego, drżąc na całym ciele.
-Ona...-zaczęła Shane.-Ona nie...
-Jamali? Nie wygłupiaj się, to naprawdę nie jest śmieszne!
-Miyale, ona się nie rusza...Ona się nie rusza!
-JAMALI!-Kira popędziła w kierunku stromego, najeżonego drobnymi kamyczkami zejścia do kanionu i zaczęła powoli schodzić na dół.-MIYALE, BIEGNIJ PO MAMĘ!
Lwiak poczuł kopniak adrenaliny i pobiegł po lwice. W uszach słyszał szum krwi, a żołądek ściskał się z przerażenia. Jego koleżanka leżała nieruchomo na dnie wąwozu.
I nigdy już miała z niego nie wstać.
***
„Niech gwiazdy mają ją w swojej opiece”-pomyślał Fenrir, unosząc głowę i wpatrując się w niebo. Niedługo tych gwiazd przybędzie.
A kiedy nadejdzie czas, będą potrzebowali ich bardziej niż kiedykolwiek.
***
Łuhuuu…
Jestem, jeszcze żyje! Odrobinkę zamuliłam, ale już jestem,pisze kolejne posty i pracuje nad bohaterami ( Tym razem się wyrobię!). Naprawdę, poczekajcie jeszcze kilka dni, zakładka z bohaterami (mam nadzieję) pojawi się do końca przyszłego tygodnia. Wzięłam się w garść i zaczęłam pracować nad tym miejscem, żeby jakoś to popędzić do przodu.
Tak, więc cieszcie się, radujcie i znaków wypatrujcie!
Goldbox

TAAAAAAAAAK! *rozlega ogłuszający wrzask wszystkich postać Magicalusa i mój na dodatek* NA-RE-SZ-CIE! Nareszcie, nareszcie, nareszcie! Wreszcie pojawił się kolejny rozdział, na który czekałam taaak dłuuugo, że sądziłam, że porzuciłaś bloga. Tak się cieszę, że wreszcie coś napisałaś :D I to, jak zawsze, na wysokim poziomie!
OdpowiedzUsuńWprawdzie nie pamiętam już, kim są Askari i Jamali, nie orientuję się też, jak wyglądają bohaterowie (wiem jedynie, że Miyale jest czarny), ale i tak bardzo podobał mi się rozdział. Jako, że nie znoszę dzieci, nawet tak zabawnych jak paczka lwiątek z Twojego bloga, śmierć Jamali powitałam z satysfakcją. Mam jednak nadzieję, że ten cały Ray, który miał pilnować lwiątek, zostanie solidnie ukarany za swoje gapiostwo.
Czekam na zakładkę z bohaterami i trzymam Cię za słowo, że ją dodasz, albo zmienię się w ducha i zacznę Cię nawiedzać, ha, ha, ha *śmieje się przerażająco*
Pozdrawiam, Magicalus (dawniej Mfalme)
Szczerze to nie dziwię się dlaczego nie pamiętasz wielebnych Askariego i Jamali...minęło sporo czasu od publikacji ostatniego rozdziału. Nie mniej cieszy mnie jednak fakt, że ktoś czekał w tym samotnym zakątku internetu na mój post.
OdpowiedzUsuńAch, śmierć Jamali...podczas pisania tej sceny śmiałam się pod nosem, jak głupia, bo uwielbiam takie klimaty. Nie jestem więc lepsza od ciebie (hue hue hue).
Nie martw się, biedny Ray, mimo, że wystąpił na chwilkę, dostanie porządnego łupnia :D.
Dzięki za komentarz *przygotowuje zapas krzyży i wody święconej*
Pozdrawiam, Goldbox
Bardzo cieszę się, że napisałam nowy rozdział. Oczekiwałam... obserwowałam... i się doczekałam :) Wyszedł naprawdę fantastyczny. Proszę, pisz pisz i nie znikaj już więcej, bo jestem mega ciekawa tej historii.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam :D