wtorek, 13 listopada 2018

Rozdział 5 "Trudne decyzje"

Miyale, Askari , Jamali, Kira, Shane i inne lwice udali się na pola. Stacjonowały tu wędrowne stada gnu i innych antylop. Wszyscy ułożyli się pod rozłożystą akacją.
-Mamusiu? Możemy iść się pobawić?-zapytała Jamali i uśmiechnęła się przymilnie do swojej matki, Dante.
-No, nie wiem...ale nie oddalajcie się nadto, dobrze?-powiedziała lwica z troską i spojrzała wymownie na Askariego i Miyale.-Zgoda?
-Taak proszę pani!-odpowiedziały chórem lwiaki, a Askari rzucił Dante jeden ze swoich najpiękniejszych uśmiechów.
-Kira, Shane chodźcie!-wrzasnął Miyale i przyjaciele pobiegli nad niewielki wodopój. W biegu prześcigali się, łapali motyle i śmiali głośno. Wschodnie Polany to było piękne, chodź surowe miejsce. Królowały tu łąki pożółkłej, twardej trawy i agonalnie powykręcanych, karłowatych drzew. Mimo wszystko słynęły one z jednych z najpiękniejszych wschodów słońca, jakie dane były zobaczyć Afryce. Ciepły wiatr porywał pojedyncze liście z drzew i tańczył nimi wokół głów lwiaków. Królowa Diwali była razem z nimi ustrzegając ich przed niebezpieczeństwem.
Ale czasem nawet ona nie była w stanie zapobiec pewnym wypadkom.
A już na pewno nie w jej obowiązkach było ingerowanie w sprawy Kręgu Życia.
***
Tymczasem na akacji Fenrisulfa zebrali się tajemniczy goście, mający uczestniczyć absolutnie pilnej i tajnej rozmowie. Nad ich królestwami wisiały ciężkie chmury zwiastujące nieszczęście. Już od kilku tygodni okoliczni szamani wyczuwali wielkie pokłady złych mocy i obecność nie tylko Duchów Przodków.
Wyczuwali zagładę.
Rzeź.
Wyczuwali...krew.

-Spokój panowie!-zawołał Kijani, bezskutecznie od kilku minut usiłujący przebić się przez wrzawę podniesionych głosów i władczych ryków wśród zgromadzenia, a przybywało tu tylko trzy lwy. Królowie pozostałych ziem dyskutowali jednak w najlepsze przekrzykując się nawzajem.
-Spokój mówię!!!-ryknął Kijani i zmarszczył brwi. Władcy Złej Ziemi, Cmentarzyska Słoni oraz Lwiej Ziemi popatrzyli się na niego ze zirytowaniem.
-Kijani ma rację, szlachetni panowie.-potwierdził Fenrir.-Mamy ważniejsze sprawy do obgadania niż...
-Niż co?! Ten idiota powiedział, że bezpieczeństwo jego królestwa jest najważniejsze!
-Że, jak? Tobie się w głowie poprzewracało!
-Kilai, przestań!
-Zamknij się ty kretynie! W obliczu takiego zagrożenia też byś panikował!
-To nie panikuj, bo się twoja babcia w grobie przewraca!
-Przegiąłeś cymbale!
-SPOKÓJ!!!-wrzasnął Kijani i wskoczył pomiędzy kłócące się lwy.-Najważniejszym powodem naszego spotkania jest sprawa całego Lwiego Królestwa! Wszyscy są zagrożeni i wszyscy powinni przede wszystkim zachować zimną krew!
Zapanowała niezręczna cisza. Władcy po wybuchu Kijaniego lekko położyli uszy po sobie i rzucali tylko obrażone spojrzenia.
-Kijani ma rację...-przyznał muskularny, beżowy lew przyglądający się dotąd kłótni z boku. Jego mądre, fiołkowe oczy wbiły stanowczy wzrok w dwóch towarzyszy.-Kilai, Yeesin, nie ma o co się kłócić i nie ma na to teraz czasu. Wielcy Szamani od miesięcy przeczuwali zagrożenie, a my jesteśmy tu po to, aby dopiero dowiedzieć się JAKIE jest to niebezpieczeństwo.
-Dziękuję Jiwe.-powiedział Kijani.-Jak zapewne wiecie piętnaście lat temu stoczyliśmy krwawą, okrutną, lecz zwycięską wojnę z największym potworem naszych czasów. Po wielu miesiącach starań, poświęceń i walk pokonaliśmy wroga i jego armię i zesłaliśmy go do więzienia w  Północnym Norgacie...
-Kijani, do rzeczy! Tą historię znamy wszyscy, uczestniczyliśmy w tym przecież!-warknął Kilai, władca Cmentarzyska Słoni.
-Znowu zaczynasz?-wściekł się król Złej Ziemi, Yeesin. On i Kilai średni się dogadywali, toteż większość zebrań dotyczących podziału ziem, czy innych spraw załatwiane po kolei z każdym z osobna. Niestety obecna sytuacja wymagała szybkiego zebrania rady i sprawnego przeprowadzenia oceny sytuacji. A nie malowała się ona w kolorowych barwach.
-Nie, to ty sobie coś ubzdurałeś w tej pustej łepetynie!
-Kilai...-zamruczał basowo Jiwe, posyłając lwu zimne spojrzenie. Biały lew spojrzał na niego spode łba i zmrużył oczy.
-To znaczy, że on...-starał się kontynuować Fenrir.
-Co?!-warknęli jednocześnie Yeesin i Kilai.
-Ucieknie...wydostanie się z więzienia. I nie ma siły, która go powstrzyma...
-ŻE CO?! Żarty sobie stroisz!-ryknął Yeesin i wstał gwałtownie z miejsca. W trzech krokach pokonał odległość miedzy nim, a Fenrirem i wyszczerzył kły. Złapał go za skórę na piersi i przyciągnął do siebie. -Największe zło tego świata ma szansę na wydostanie się z więzienia, a ty nam to mó-...
-Yeesin!-warknął Kijani i odepchnął go od Fenrira. Gniewnym wzrokiem wodził po pyskach zebranych władców.-To nie jest jego wina! Tak, największe zło tego świata ma szansę się wydostać! Tak, nie ma sposobu, aby temu zapobiec! Tak, nie posiadamy w pełni zebranej, wyszkolonej armii, a na nasze wezwania odpowiedziałoby najwyżej kilkaset lwów! Tak, to za mało w porównaniu z kilku milionową armią demonów pod wodzą tego czegoś!
-Pod wodzą twojego syna!-zagrzmiał Jiwe. Potężna sylwetka lwa w dodatku z basowym pomrukiem dawała piorunujące wrażenie. Kijani spojrzał na niego w furii i zacisnął szczękę, tak mocno, że cały zbladł na pysku. Zielone oczy zapłonęły gniewem i przerażeniem.

Umawiali się przecież, że nikt o tym więcej nie wspomni.

-On nie...-zaczął Kijani, ale Jiwe mu przerwał.
-On jest twoim synem!-powiedział już spokojniej i spojrzał na przyjaciela z żalem.-Kijani...nie ma innej prawdy...potwór, morderca, sadysta, tyran, psychopata...to wszystko trafne określenia...ale jest on również twoim synem...
-Do czego zmierzasz?!-syknął Yeesin i zbliżył się nieznacznie. Kilai mruknął coś pod nosem i nadstawił uszu. Fiołkowooki lew westchnął ciężko. Kijani z kolei wyglądał jakby było mu niedobrze. Ostatkami godności jaka mu pozostała zatrzymywał łzy cisnące mu się do oczu.
-Jak wszyscy wiemy nie zdołalibyśmy zebrać na czas tylu żołnierzy, aby chociażby zapewnić namiastkę bezpieczeństwa swoim rodzinom. Nie mamy takiego zasięgu informacji, poza tym, część lwów mogła już przejść na stronę...Amira....
-Fakt, ostatnim razem poza tysiącami demonów i innego plugastwa zgromadził również zastępy popleczników!-przytaknął Kilai i nerwowo zamachał ogonem na wspomnienie o dawnej bitwie.-Jeśli uważasz, że nie mamy szans w walce to czy ty...
-Sugeruje, że Kijani jako ojciec potencjalnego zagrożenia może okazać się ostatnią deską ratunku.-stwierdził ostrożnie Jiwe i potrząsnął grzywą.-Kijani mógłby spróbować pertraktować...
-Bez sensu.-rzucił Yeesin.-To groźny szaleniec, z kimś takim nie da się rozmawiać! Pròbowaliśmy już. Dwadzieścia lat temu. Pròbowaliśmy go przekonać, prosiliśmy, groziliśmy...nic nie poskutkowało. Czemu teraz miało by być inaczej? A poza tym, co mamy na wymianę gdyby pertraktacje doszły do skutku? Swoją wdzięczność za nie wgniecenie naszych szanownych osób w ziemię?
-O tym nie pomyślałem.-przyznał Jiwe i podrapał się nerwowo po policzku.-To tylko sugestia.
Na akacji zapadła cisza. Kilai i Yeesin najwyraźniej kalkulowali w głowie opłacalność pertraktacji, a Kijani coraz mocniej zaciskał zęby z wściekłości i żalu. Fenrisulf stał obok swojego króla i obrzucał go współczującym spojrzeniem mlacznobiałych tęczówek. Zdawał sobie sprawę ile jego władcę kosztuje pozostanie w miejscu.
Zdecydowanie za dużo.
-Żadnych pertraktacji nie będzie!-warknął Kijani z gniewem w oczach.-Nie będę z nim rozmawiał ani ja, ani nikt inny. Zbierzemy tyle żołnierzy, ilu się da. Zwerbujemy lwy z Zachodu i Lasu Trenewlish. Będziemy walczyć o nasze ziemie!
-Kijani, jeśli on faktycznie się wydostanie, wściekły i żądny zemsty, to nie będzie o co walczyć!-powiedział Yeesin i zmarszczył brwi.-Już teraz jesteśmy praktycznie bez szans, a on nawet jeszcze nie kiwnął pazurem!
-Powiedziałem.-syknął brązowy lew i zszedł z akacji. Jiwe westchnął ciężko i popatrzył ze smutkiem w ślad za przyjacielem. Kijani był uparty. Rozżalony, zniechęcony i wściekły nie jest zdolny do podejmowania jakichkolwiek sensownych decyzji.
-Faktycznie. Jeśli Kijani z nim nie porozmawia nie będzie o co walczyć. Zniszczy wszystko co stanie na jego drodze do władzy.

I nie ma siły, ktòra to powstrzyma.
***
Dobra, zamuliłam nieco z tą historią, ale, ale...!
Już tłumaczę dlaczego!
Wierzcie lub nie, ale przez te pòł roku kiedy mnie nie było pracowałam ostro nad kreską i charakterem moich bohateròw, tak, aby nie wydawali się... płascy? Bez własnej osobowości, szare, robione na szybko twory, popychające tylko akcję do przodu....tak wyglądały wcześniej, a przynajmniej takie wydawały się w mojej głowie. Ponad to, chciałam WRESZCIE stworzyć zakładkę z bohaterami, czytaj: zastanowić się, jak ja właściwie do diaska chcę, aby wyglądały, dokończyć szkice, opisać ich w jakiś zgrabny sposòb.
Ehhhh...powiem tak
Część z tych rzeczy udało mi się zrobić, a inne jeszcze stoją w kolejce.
Zrobimy tak. Spròbuję wyrobić się że wszystkim do końca listopada, po drodze jeszcze wrzucając rozdziały i jeżeli wszystko pyknie to wròcę tu na stałe.
Kto się zgadza łapa w górę!
Tak czy inaczej pozdrawiam was ciepło
Trzymta się
Goldbox

2 komentarze:

  1. Tak! Kolejny rozdział! Nie masz pojęcia, jak ja na niego czekałam xD I nareszcie jest! W dodatku taki ciekawy, nie mogę się doczekać kolejnego i mam nadzieję, że nie każesz na niego czekać zbyt długo.
    Tymczasem, wiem, że możesz mieć dosyć mojego marudzenia, ale znów to powiem - dodaj wreszcie zakładkę z bohaterami, BŁAGAM! Daję słowo, że nie przestanę o tym wspominać, póki jej nie dodasz ;)
    Pozdrawiam, życzę dużo weny i być nigdy nie opuściła naszego fandomu!
    Mfal

    OdpowiedzUsuń
  2. Jej! Nareście rozdział! Nawet nie wiesz, jak bardzo na niego się ucieszyłam.
    Wyszedł fajnie :)
    Wiem, że może być czasem ciężko z pisaniem, ale proszę, nie przestawaj pisać. Będę czekała z niecierpliwością na next, ale bez pośpiechu :)
    Pozdrawiam serdecznie i w wolnym czasie zapraszam do mnie :)

    OdpowiedzUsuń