poniedziałek, 20 listopada 2017

Rozdział 4 "Bo zło nigdy nie śpi"

Bo ja w ciebie wierzę.-słowa Askariego dudniły mu w głowie przez całą drogę do domu. Nie miał potem ochoty na zabawę, więc po prostu oddalił się po przywitaniu z koleżankami i zaproponowaniu zabawy w chowanego. Mało to eleganckie, ale skuteczne. Później wróciła Shane, ale również nie miał ochoty się z nią bawić. Musiał pomyśleć. Przełknąć pewne sprawy. Zastanowić się nad tym wszystkim.
-Skoro nie będę królem, a gwardzistą...to...potrzebuję gwardii...-szepnął sam do siebie, gdy niebo spowił mrok, a pierwsze gwiazdy zabłysnęły na ciemnogranatowym niebie. Siedział nad wodopojem i wpatrywał się w swoje odbicie, które lekko załamywało się pod wpływem delikatnych podmuchów wiatru.-A skoro potrzebuję gwar...
-To może powinieneś dowiedzieć się co nieco o swoich poprzednikach, hmm?-zawołał ktoś jakby z oddali. Miyale podskoczył i bezbłędnie ocenił skąd pochodzi głos. I do kogo należy. Fenrisulf.
-Jak? Opowiesz mi?-parsknął w odpowiedzi i podążył za głosem szamana.
-Nie.-uciął biały lew wychodząc z cienia, jaki rzucała na niego akacja.-Ale mogę ci pokazać...Chodź!
Czarny kociak poszedł za szamanem do jaskini, w której przed kilkoma miesiącami był jego ojciec, pytając o przyszłość swoich dzieci. Stanęli po skałą, zapełnioną rysunkami przodków rodziny królewskiej.
-To Hatari II Założyciel, pierwszy władca naszego królestwa.-szaman wskazał łapą na sylwetkę brązowego lwa z czarną grzywą i fioletowymi oczami.-I również pierwszy członek naszego stada. Przed Wielką Bitwą liczyło sobie ponad trzydziestu pięciu członków. Wtedy Lwia Ziemia, Zła Ziemia, Cmentarzysko Słoni, nasze królestwo i kilka pomniejszych ziem było jednym krajem rządzonym przez Radę Kidahala. A najważniejszymi  członkami tejże rady byli panowie poszczególnych lenn. Król był jeden i panował żelazną ręką. Tak, więc Hatari był tylko władcą lenna, a królem wszystkich tych ziem był Muhimu I Sprawiedliwy....
-Ale, jak ma to mi pomóc w sprawie gwardii...
-Nie przerywaj!-westchnął szaman.-Wiedza ogólna też jest ważna! A, więc...nasza ziemia miała w swojej historii trzy gwardie z trzech następujących po sobie pokoleń. Ten tutaj.-wskazał na kawowego lwa z o ton ciemniejszą grzywą.-To  Jeesin, pierwszy z nich. Władał gwardią tamtych czasów, a obdarzony był Rykiem Praojców. To potężna broń, której godny może być tylko prawdziwy przywódca. Do takiej gwardii może należeć tylko najsilniejszy, najszybszy, najodważniejszy, ten z najbystrzejszym okiem i oczywiście lider. Może się nim stać drugie dziecko władców...
-Czyli...czyli muszę wybrać sobie gwardię spośród stada?-zapytał  niepewnie Miyale.
-Niekoniecznie ze stada...-pokręcił głową Fenrir i wskazał na kolejny malunek.-Oto Hasira, pierwsza lwica władająca Rykiem i jednocześnie pierwsza lwica dowodząca gwardią. Żyła ponad sto lat temu, a pamięć o niej nie zanika, jako o samej Uhaini. A następny był Drenish.-tutaj skinął na ciemnobordowego lwa.-Miał wyjątkowo trudne zadanie, o tyle, że był również królem. Potem linia liderów urwała się...no, i od tego czasu nie było gwardii.
Fenrisulf pospiesznie zakończył swoją przemowę i odetchnął z ulgą.
-Czekaj...mówiłeś, że liderem może zostać drugi potomek pary królewskej...-powiedział z namysłem Miyale przesuwając wzrokiem po malowidłach, bowiem gwardziści mieli osobną gałąź na tym drzewie.-To znaczy, że musiałbym mieć starsze rodzeństwo...
-S-starsze? Nieee...znaczy...-zająknął się szaman i przygryzł wargę.-Król Kijani ma tylko ciebie i twoją sios...
-Kto to?-zapytał twardo książe wskazując na beżowego lwa o czarnej grzywie. Fenrisulf nerwowo odkaszlnął i spojrzał tam gdzie czarny. Momentalnie zbladł.
-Tak, właściwie to...to jest...-szaman nerwowo oblizał wargi.-Nikt ważny.
Widać skończył temat.
-A teraz idź spać...król będzie zły jeśli jutro będziesz się ruszał, jak nosorożec.
Młody lwiak pokiwał głową i odszedł do jaskini bijąc się ze swoimi myślami.

***

-Miyale! Rusz się! Chodź! Dalej!-krzyki Shane było słychać na drugim krańcu globu. Czarny niechętnie otworzył jedno oko, a potem drugie.
-No, chodź! Muszę ci coś pokazać!-siostra zaczęła go ciągnąć za ucho.
-No, ale dlaczego teraaaz?-jęknął książę i przeciągnął się.
-Jeszcze nie wstał?-tym razem jakiś inny głos przerwał wrzaski karmelowej.
-Wstaję! No, kurcze nie widać?-warknął młody samiec i powlókł się za Shane. Siostra wypchnęła go z jaskini. Na zewnątrz czekał już Kijani z uśmiechem na pysku. Czarna grzywa tańczyła w podmuchach wiatru.
-O co chodzi?-zapytał Miyale ze zmęczeniem.
-Zdecydowałem, że razem z Tigarą, Mirą i Livanny pójdziecie na Wschodnie Polany. Będzie tam również Askari i wasze koleżanki.-oznajmił król uśmiechając się blado. Koło niego stanął Fenrisulf.-Przyda nam się z Fenrirem spokój i cisza.
Powiedziawszy to mrugnął konspiracyjnie do Shane.
-A dlaczego? Co będziecie robić?-wykrzyknęła lwiczka. Król uśmiechnął się z goryczą.
-Rozgrzebywać stare sprawy...
***
No i jak tam, kochani w roku szkolnym?
Bardzo nauka daje w kość? Mam nadzieję, że nie, a nadzieja zawsze umiera ostatnia więc...nie, dobra to nie miało sensu.
Rozdział lekko nudny, jak każdy przed nim, ale obiecuje (po raz tysięczny), że za max dwa posty poznamy już nastoletnią wersję Miyale, jego pierwsza miłość i jedną z najokrutniejszych tajemnic królestwa. *zaciera ręce z diabelskim błyskiem w oczach*. A teraz ludzie, święci, aniołowie ja idę się uczyć chemii. Manganian (VII) potasu i takie tam.
Pozdrawiam i życzę dużo piątek i szóstek!
Goldbox

2 komentarze:

  1. Rozdział ciekawy, jak zawsze :) Nie mogę się doczekać, kiedy pojawi się zakładka z bohaterami.
    Pozdrawiam i życzę powodzenia w nauce,
    Mfal

    OdpowiedzUsuń
  2. Fantastyczny rozdział,czekam na next.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń