Słońce na terenach Stada Jadeitu oświetliło łagodnie skałę pośrodku cierni, nazywaną Skałą Królów. Ciepłe, złotawe promienie wdzierały się do środka jaskiń i rozświetlały refleksami na akacji szamana, co oznaczało dla Fenrisulfa pobudkę. Biały lew wstał powoli i przeciągnął się w strugach słonecznego ciepła. Wspiął się z części, która służyła mu za legowisko, na gałąź, z której widoczne było calutkie królestwo, łącznie z tymi terenami, które znajdowały się poza cierniową plątaniną.
-Ahh...Uhaini, Uhaini, czymże nas zaskoczysz i tego dnia?-wyszeptał i pozwolił, by jasne światło padło na jego pysk. Słońce wychylające się zza horyzontu, jakby chciało mu udzielić odpowiedzi, błyskając w pobliskim wodopoju. Fenrisulf zszedł z drzewa i skierował się do tego właśnie miejsca, chcąc ugasić pragnienie. Ledwie schylił się, by wziąć łyk wody, a coś z impetem wpadło w jego bok, po czym, jak piłeczka odskoczyło i wpadło do wody.
-Shaneee! Jak ja cię zaraz...!-jeden głośny, pełen oburzenia krzyk wystarczył, aby rozpoznać w ów obiekcie księcia Miyale.-P-przepraszam pana...
-Nic nie szkodzi!-uśmiechnął się szaman i zaczął pić. Miyale przyglądał mu się z zainteresowaniem, przekrzywiając łebek w bok. Zaraz do czarnego kociaka podbiegła jego siostra i pacnęła go przyjacielsko w ramię.
-Mi, coś ty taki nie w sosie, gramy!-zawołała i rzuciła się na brata. Miyale po chwili głośnej szarpaniny został powalony na ziemię, a potem wrzucony do wodopoju.
-Hej, to się nie liczy! Oszukiwałaś!-krzyknął oskarżycielsko lwiak i chlapnął wodą wprost w Shane.
-Osz ty!-zaśmiała się lwiczka i wskoczyła na brata, który w ostatniej chwili się przesunął, tak, że karmelowa leżała teraz w wodzie obok brata. Po chwili wynurzyła się i zaczęła się tak zwana bitwa "Morskiego potwora z dzielnym marynarzem". Obaj przeciwnicy stali naprzeciw siebie i ten, który pierwszy powali przeciwnika do wody jest marynarzem, a przegrany ohydnym potworem z głębin.
-Zaraz cię zjem!-krzyknął bojowo Miyale, który, jak zwykle był potworem.
-Chyba śnisz! Nie pokonasz mnie, nigdy przenigdy!-odpowiedziała Shane i pchnęła brata do wody. Ten w odwecie nabrał trochę mułu i rzucił tym pociskiem w karmelowy obiekt zagłady. Przerażający pisk świadczył o trafieniu prosto w cel.
-Ejjjj, to nie fair! Użyłeś armaty!-oburzyła się Shane i rzuciła się na czarnego.
-Wszystkie chwyty dozwolone!
-No, nie wydaje mi się!-zawołał z brzegu król Kijani. Fenrisulf pokłonił się głęboko i odszedł w stronę akacji.-Miyale, Shane! Wyłazić mi z tamtąd!
-Ale...ale tato! Przerwałeś bitwę morską!-wykrzyknęły kocięta z kwaśnymi minami.
-Uwaga, bo potwór z jaskini królewskiej, Kijani, zaraz zatopi wasz okręt jeśli szanowna załoga nie wyjdzie na brzeg!-uśmiechnął się Kijani i chlapnął delikatnie łapą w stronę lwiaków.
-No dobra!-oboje wyszli z wody i otrzepali się z błota.
-Zatem, Miyale, idź się bawić, a Shane pójdzie ze mną...-zaczął Kijani, jednak nie dane mu było skończyć.
-Taaaaaaato! Ja też chcę iść z wami!-zawołał czarny i połasił się do łap ojca.-Mogę?
W innej sytuacji król zapewne by się zgodził, ale zbyt żywe jeszcze były w nim wspomnienia sprzed kilku lat. Ten młody kociak tak bardzo przypominał mu Diwali. Jego oczy miały taki sam rubinowy blask, jak ona, tyle że głębszy i ciemniejszy. Rysy pyska też odziedziczył po niej.
-Ale ona nie żyje...-jakiś złośliwy głosik w jego głowie uznał za stosowne rozpocząć proces doprowadzania króla do szewskiej pasji.
-Dzięki, że mi o tym przypomniałeś...!-odciął się Kijani w myślach.
-Tato?-lew potrząsnął łbem i spojrzał w te oczy. Ten czarny, mały futrzak nigdy nie powinien nawet usłyszeć o władzy. Nie po tym wszystkim.
-Nie-powiedział stanowczo Kijani.
-Ale dlaczego?-zdziwił się Miyale i przekręcił główkę w uprzejmym zaskoczeniu.
-Nie-odparł król.-Nie,bo nie chcę patrzeć w te same oczy...-dokończył w myślach.
-Bo...?
-Bo to nudne...-skłamał gładko Kijani- Nie będzie to interesowało przyszłego gwardzisty...
-Będę gwardzistą?!-wykrzyknął wniebowzięty Miyale i stanął na równe łapki.-Będę walczył ze złoczyńcami? I...i będę kimś ważnym? Wiedziałem!
-Co ja do cholery jasnej powiedziałem!-skarcił się król i spojrzał na rozemocjonowanego syna, który zdążył wszcząć przyjacielską walkę z siostrą.-Chociaż...może to właśnie dobrze?
-Taaak...właśnie...-stwierdził król z zestresowanym uśmiechem, chociaż w duszy robił typowego facepalma.-To my z Shane już pójdziemy, a ty...może odwiedzisz Fenrira? I pobawisz się z Askarim? Przecież się lubicie...
-Tak-potwierdził czarny i pobiegł z uśmiechem do jednej z jaskiń.
Zupełnie, jak matka...
***
Miyale wszedł powoli do obszernej jaskini w południowej części kręgu. Mieszkały tu trzy lwice, Shetani, Tigara i Mira. No i oczywiście jego przyjaciel, Askari.
-Dzień dobry pani!-uśmiechnął się czarny do Tigary-Szukam Askariego...jest tu gdzieś?
-Miyale! Dobrze, że jesteś, bo ten młody szczeniak już mnie powoli denerwuje. Jest, jest, tam pod ścianą! Możecie iść do lasku wschodniego, są tam Kira i Jamali, pobawicie się razem!-ucieszyła się ruda lwica i popchnęła go zachęcająco w stronę swojego syna.
-Askaaari!-wykrzyknął lwiak i podbiegł do beżowego lwiątka.
-Miyale!-uśmiechnął się złotooki samiec i oboje zaczęli się siłować na przywitanie. Po chwili Miyale leżał powalony na łopatki przez brązowego kumpla.
-Dałem ci wygrać!-sarknął czarny i mało elegancko zepchnął Askariego z siebie.
-Jaaasne!-zaśmiał się złotooki i pomógł mu wstać.-Chodź do dziewczyn, są w lasku wschodnim!
Oba lwiątka zgodnie wybiegły z jaskini na wschód ciernistej ściany roślin. Po drodze śmiali się i rozmawiali o tym, który z nich złapał większą mysz.
-Ej, Mi, ja złapałem taaaką wielką, mówię ci!-pochwalił się Askari, rozkładając łapki i pokazując rzekomy rozmiar gryzonia.
Taak? Serio?-czarny aż rozdziawił pyszczek w zdziwieniu.
-Tak! Mama mi powiedziała, że kiedyś będę polował, tak dobrze, jak ona!-brązowy wypiął z dumą pierś.-A moja mama nie ma sobie równych!
-Rzeczywiście...kiedyś przyniosła taką antylopę gnu, że jedliśmy ją prawie trzy dni!-potwierdził Miyale i uśmiechnął się do kolegi.-A tatuś mi powiedział, nie uwierzysz! Że kiedyś, jak dorosnę i będę duży i silny, to zostanę lwim gwardzistą!
-No, nie żartuj!-oczy Askariego zrobiły się duże i okrągłe, jak pięciozłotówki.
-Naprawdę! I...
-I to będzie największa klapa w historii!-czyiś szyderczy głos przerwał księciu w połowie zdania. Zza krzaków wyłoniły się dwa dobrze zbudowane lewki. Jeden miał brązowe futro i czarną grzywę, która porastała mu już prawię połowę szyi. Drugi był trochę młodszy.
-Jeri, patrz no! Nasza królewska pokraka zostanie gwardzistą!-ryknął śmiechem starszy.
-Taaak! Jasne, już widzę, jak pokonuje w heroicznej walce muchę!-parsknął młodszy.
-Po prostu mu zazdrościcie, kołki!-Askari starał się bronić przyjaciela.
-A ty co? Adwokat Miyale?-warknął ze złością Jeri.
-A ty nie lepszy!-wypalił Askari.
-Dobra, stary, chodź nim nas pobiją!-zaśmiał się starszy i poszli w swoją stronę. Do oczu Miyale napłynęły łzy.
-A co jeśli mają rację? Jeśli nie d-dam s-so-obie rady?-zapytał Miyale. Askari zrobił poważną minę i chwycił jego pyszczek w łapki.
-Dasz radę. A wiesz dlaczego?-zapytał Askari.-Bo JA w ciebie wierzę!
***
No, cześć moje ziemniaki!
Jak tam, podobało się? Bo mi to raczej średnio. Nic się nie dzieje, no, ale cóż, od czasu do czasu trzeba takie nudziarstwo napisać, bo kilka godzin fizyki w szkole to za mało nudzenia!
Bardzo was przepraszam, ale trochę nie zgrywa mi się blogowanie z nauką, zajęciami itd. Typowe problemy roku szkolnego.
Mam nadzieję, że u was lepiej.
Podrawiam i życzę wesołych męczarni w nauce!
Goldbox
Rozdział bardzo ciekawy, zabawa Miyale'a i Shane mnie rozwaliła xD A te słowa Kijaniego: "Uwaga, bo potwór z jaskini królewskiej, Kijani, zaraz zatopi wasz okręt jeśli szanowna załoga nie wyjdzie na brzeg!" - to zdanie omal mnie nie zabiło.
OdpowiedzUsuńMam nadzieję, że "Bohaterowie" wkrótce się pojawią, bo inaczej chyba oszaleję i wyląduję w wariatkowie ;)
Pozdrawiam i życzę duuużo weny oraz czasu.
Mfal
Dzięki.
UsuńMnie też ta scena rozwala od środka. Bohaterowie pojawią się niedługo (mam nadzieję), ale potrzebuję trochę czasu, aby ogarnąć szkołę, oceny i oczywiście sprawić, aby Miyale na obrazku przypominał lwa, a nie kalafiora z uszami XP.
Spoko, będę cię odwiedzała w tym wariatkowie XD
Pozdrawiam
Goldbox
Fajny rozdział!
OdpowiedzUsuńPozdrawiam i takżę życzę kochanych męczarni w nauce ;)